Love hurts i Dream on, to dwie ballady rockowe, a zarazem jedne z największych przebojów grupy Nazareth, przynajmniej tak mi się wydaje.
27 maja 2012 roku miałem okazję zobaczyć Nazareth na żywo, szkoda, że nie trzydzieści lat temu, ale lepiej późno niż później.
Około godzinny koncert w Klubie "Progresja" w Warszawie poprzedził występ dwu zespołów tzw supportu.
Pierwszy z nich to warszawska grupa Leash eye (Liszaj), grająca muzykę z pogranicza rocka i heavy metalu. Mnie w zasadzie podobał się jeden kawałek. Nie wiem dlaczego, ale usłyszałem w nim inspiracje Led Zeppelin (Kashmir) i Deep Purple (Highway star)...ale posłuchajcie sami...
Leash eye, Trucker song
Drugi zespól to polsko-niemiecko-grecka formacja Tri State Corner
Być może niektórych zdziwi ten wpis, ale oprócz rocka słucham również innych rodzajów muzyki i to jest właśnie tego przykład..., przykład moich muzycznych poszukiwań
Zobaczyłem ją na ulicy jednego z hiszpańskich miast. Zaintrygował mnie instrument, na którym grała, takie skrzyżowanie skrzypiec z pianinem. Znacznie później dowiedziałem się , że jest to Nyckelharpa, którą można spotkać w w instrumentarium wielu zespołów muzyki etnicznej i dawnej.
Co ciekawsze jest to instrument szwedzki.
To, że Ana Alcaide ma piękny głos i wielka wrażliwość jej kompozycji dotarło do mnie dopiero gdy już po powrocie do Polski słuchałem płyty, którą kupił mój znajomy.
Na przełomie lat 60 i 70 tych Brytyjczycy Andrew Lloyd Webber (muzyka) i Tim Rice (teksty) stworzyli rock operę opowiadająca o ostatnim tygodniu życia Jezusa Chrystusa pod tytułem Jesus Christ Superstar .
W pierwszej wersji (1970) w roli Jezusa wystąpił Ian Gillan z Deep Purple:
Ian Gillan - Gethsemane, 1970
W 1973 roku doczekaliśmy się pierwszej adaptacji filmowej w reżyserii Normana Jewisona.
Swoją karierę i największe sukcesy odniosła prawie pół wieku temu. Na jej koncerty przychodziły tłumy, które milkły, gdy pojawiała się na scenie. W obowiązkowej czerni, za całą ozdobę mając spojrzenie wielkich, mocno umalowanych oczu. Występowała w Piwnicy pod Baranami , a także w paryskiej Olimpii, której dyrektor klęczał przed nią by dla niego śpiewała.
Ewa Demarczyk to jeden z największych głosów, a jednocześnie jedna z najbardziej tajemniczych postaci w polskiej piosence.
Czarne Anioły, Ewa Demarczyk, 1963
Ta piosenka do tekstu Wiesława Dymnego była inspiracją dla dziennikarzy, którzy nadali artystce pseudonim sceniczny Czarny Anioł.
Dziś znów jak to zwykle na moim blogu powrót do dość odległej przeszłości. Rok 1988 i pierwszy album mojej rówieśniczki (urodziliśmy się w tym samym roku) Tracy Chapman. Jak w wielu innych przypadkach album ten trafił do moich uszu zapewne za sprawą Programu III Polskiego Radia, choć dziś już nie jestem tego taki pewny.
Debiutancki album i od razu kilka niezapomnianych przebojów:
Na koniec roku często dokonujemy podsumowania, co się nam udało, a co nie. Mnie też dopadły takie myśli i cóż....
Od kwietnia do dziś udało mi się wprowadzić ponad 50 wpisów na blogu, bloga odwiedziło ponad 1700 osób . Nie jest to powód do dumy, ani żaden sukces, ale przecież już na wstępie założyłem, że ten blog jest dla mnie, (jeżeli jeszcze ktoś go czyta to fajnie), abym mógł w przyszłości, o ile nie wyrzucą go z serwera, wracać do przeszłości, do muzyki i do związanych z nią wspomnień.
Wpisy pojawiają się dość rzadko bo są wynikiem jakiegoś impulsu, przeczytam coś w internecie, ktoś ze znajomych przypomni mi jakieś stare utwory lub ja sam przejrzę swoje archiwum muzyczne i "wrzucę" do słuchania coś, czego już dawno nie słuchałem. Ostatnio w ten sposób odświeżyłem swoją znajomość z paroma wykonawcami, o których dawno zapomniałem, a którzy dziś dość rzadko goszczą na antenie radiowej.
Dziś kilka zdań na temat jednego z nich.
Multiinstrumentalista, Szwajcar grający między innymi na harfie, tak na harfie. Kiedyś na początku lat osiemdziesiątkach usłyszałem u jednego ze znajomych kasetę z muzyką, którą kilka lat później zakwalifikowano by pewnie jako muzykę relaksacyjną. Wtedy jego płyty zdobywały nagrody zarówno w klasyfikacji płyt jazzowych, new age czy nawet w kategorii muzyki klasycznej. Wśród muzyki rockowej, a nawet punkrockowej, której wtedy słuchałem było to dla mnie niezwykłe odkrycie, coś co teraz nazwałbym muzycznymi poszukiwaniami.
Przegrałem od znajomego na kasetę C-90, dwie płyty i słuchałem na okrągło. Jedną z tych płyt byłaBehind the Gardens z 1981 roku. Oto kilka utworów z tej płyty. Myślę, że są idealne do odpoczynku na przykład po szampańskiej sylwestrowej zabawie, lub po całym dniu spędzonym wśród zgiełku tego świata...
Ach zapomniał bym bohaterem dzisiejszego wpisu jest Anderas Vollenweider...
Behind The Gardens - Behind The Wall - Under The Tree, Andreas Vollenweider, 1981