Część druga wpisu kto mnie stworzył to "Kronika zapowiedzianej śmierci", taki tytuł nosi powieść Gabriela Garcii Márqueza z 1981 roku, ale ja chciałbym nawiązać do audycji radiowej wyemitowanej kilkanaście dni przed Wigilią, czyli 24 grudnia 1999 roku, której bohaterem jest Tomasz Beksiński, następna osoba, która wywarła ogromny wpływ na to co we mnie gra. W tej audycji pożegnał się ze swoimi słuchaczami choć do wielu z nas dotarło to dopiero gdy przesłuchiwali to nagranie kolejny raz już po jego śmierci.
Tomasz Beksiński. Ostatni wieczór płytowy, grudzień 1999.
Pewnie nigdy nie dowiemy się co tak naprawdę pchnęło go do tak desperackiego kroku , aby odebrać sobie życie, ale zanim to się stało
Prawie 31 lat temu (8 grudnia 1980r.) w bramie swego domu na Manhattanie został śmiertelnie postrzelonyJohn Lennon, kompozytor, autor tekstów, wokalista i niezapomniany członek legendarnego zespołu The Beatles.
Po odejściu z The Beatlesw 1970 roku Lennon rozpoczął karierę solową. W 1971 roku została wydana najlepsza płyta z tego okresu, z której tytułowy utwór uważany jest za niepisany hymn pacyfistów i wykonywany jest często podczas demonstracji antywojennych:
Imagine, John Lennon, 1971
Zamiłowanie do pokoju i braku przemocy odnajdujemy również w utworze
Czy zastanawialiście się kiedyś, kto ukształtował Wasze zainteresowania muzyczne, bo przecież nie słuchacie wszystkiego, Jedne rzeczy podobają się Wam bardziej inne mniej, a jeszcze inne wcale.
Kiedy to się właściwie zaczęło…
W moim przypadku muzyka przyszła bardzo wcześnie za sprawą odbiornika radiowego marki „Koliber” czyli tzw. „tranzystora”.
Z tej małej zielonej skrzyneczki (nasz egzemplarz był zielony…) płynęły różnego rodzaju dźwięki (muzyki), których lubiłem słuchać bardziej niż „gadających głów”. Zresztą zostało mi to dziś. Gdy tylko w radio (w programie którego aktualnie słucham) pojawiają się rozmowy zmieniam program…
Mało było w tym czasie (koniec lat 60-tych i początek 70-tych) muzyki, która teraz zakwalifikowalibyśmy, jako rock, czy jak to się wtedy u nas nazywało big beat. Ale czasem się zdarzało. Zresztą wtedy, gdy miałem kilka lat nie miało to aż takiego znaczenia, wiedziałem jedno, że muzyka będzie jedną z najważniejszych rzeczy w moim życiu.
Z tych czasów pamiętam szczególnie „Płonącą stodołę” Niemena, „10 w skali Beauforta” Trzech Koron piosenki Maryli Rodowicz o dzięciołach, kolorowych wozach i wagonach…Piosenki Jerzego Połomskiego, który nota bene wciąż wygląda prawie tak samo…jak 40 lat temu.
Ponieważ Niemen i Trzy korony już byli, przypomnę przeboje Maryli(Rodowicz)…
23 lata temu 16 września 1988 roku Fish ogłosił, że odchodzi z zespołu Marillion i rozpoczyna karierę solową. Tym samym zakończył się "okres Rybny" zespołu Marillion. Mnie osobiście ta odsłona zespołu bardziej odpowiada, a wszystko zaczęło się w 1979 roku.
Nazwa grupy pochodzi od tytułu powieści J.R.R Tolkiena Silmarillion, tego samego, który napisał Hobbita i Władcę pierścieni. W przeciwieństwie do dwóch ostatnich powieści, Silmarilion, nie zdołali przeczytać nawet znani mi zagorzali fani zespołu. Pierwsze trzy litery tytułu wyrzucono, aby nazwa nie kojarzyła się z angielskim słowem "silly" czyli głupi.
Marillion polubiłem od pierwszego tytułowego utworu z płyty wydanej w 1983 roku
Zacytowane w tytule wpisu przewrotne powiedzenie najwyraźniej nie sprawdza się w przypadku irlandzkiego zespołu The Corrs. Zespół tworzy rodzeństwo, trzy siostry i brat, wyedukowane muzycznie przez ojca. Zapewne gdy na początku lat 90-tych rozpoczęli występy w dublińskich pubach nie przypuszczali , że już wkrótce czeka ich światowa kariera. Z całą pewnością można powiedzieć , że w ich przypadku w przenośni i dosłownie ziścił się "amerykański sen" . W trakcie jednego ze swoich występów w Dublinie zostali dostrzeżeni przez ambasadora Stanów Zjednoczonych, co zaowocowało ich występem na otwarciu Mistrzostw Świata w piłce nożnej w Bostonie w 1994 roku. Tam spotkali znanego producenta Davida Fostera, a co było dalej chyba nie muszę pisać...
Forgiven not Forgoten, The Corrs, 1995
Forgiven not Forgoten to pierwszy album zespołu The Corrswydany w 1995 roku właśnie za sprawą Davida Fostera.
Przysłowie mówi, że "Co dwie głowy to nie jedna" i podobnie jest z głosami i śpiewem. Dziś wpis poświęcony moim ulubionym duetom w wykonaniu artystów, za którymi nie koniecznie przepadam gdy śpiewają solo.
Zacznę od naszego podwórka czyli duetu po polsku. Nie, nie będzie to "Dumka na dwa serca", ale utwór w wykonaniu Beaty Kozidrak i zespołu Universe.
Tyle chciałem Ci dać, Beata Kozidrak i Universe, 1993
Zupełnie w innym klimacie jest duet dwóch Pań, Celine Dion i Barbry Streisand. Podobno po nagraniu wokalistki pokłóciły się ze sobą,
W poprzednim wpisie skupiłem się na ścieżkach dźwiękowych, które lubię jako całość, ale nie zawsze tak jest , że podoba mi się cała muzyka z filmu. Takim typowym przykładem jest piosenka Coolio z filmu "Dangerous Minds" - Młodzi gniewni. Generalnie nie lubię tej formy muzycznej, ale w tym utworze jest coś czego nie potrafię nazwać, a co mnie w nim urzekło:
Nie wiem od czego to zależy, czy od przeglądarki czy od dostawcy internetu, ale niektóre clipy z YouTube nie chcą się odtwarzać wewnątrz bloga więc można je odtwarzać tylko na YouTube. Staram się takich clipów nie załączać, ale nieraz nie ma z czego wybrać. Za utrudnienia przepraszam.
Gangsta's Paradise, Coolio, 1995
Kontynuując temat filmów o trudnej młodzieży następny będzie utrzymany w stylu klasycznego tanga